Dobre stosunki z szefem są bezsprzecznie ważnym czynnikiem rozwoju zawodowego. To od nich zależy nasz awans czy podwyżka, ale także to, czy na co dzień będziemy się zajmować czymś interesujący, rozwijającym, czy bezowocnym przekładaniem papierków. Dobra opinia szefa ma też często wpływ na naszą karierę poza firmą – wielu pracodawców kontaktuje się przecież z naszymi byłymi przełożonymi, by uzyskać od nich referencje.
Czy oznacza to jednak, że szef powinien być dla nas przedmiotem uwielbienia, a dzień bez pochlebstwa pod jego adresem jest dniem straconym? Odpowiedzią na to pytanie niech będzie podstawowy dylemat każdego lizusa - im ważniejsze jest dla nas pozyskanie sympatii jakiejś osoby, tym większa jest szansa, że osoba ta zdaje sobie z tego sprawę i wątpić będzie w szczerość naszych zabiegów. A zatem strategia oparta na tanich pochlebstwach jest co najmniej ryzykowna. Sukces odnoszą bowiem nie tyle osoby, które posiadły w sposób doskonały umiejętność podlizywania się, ile raczej takie, które mają w wysokim stopniu rozwiniętą inteligencję społeczną, a mówiąc prościej – znają i praktykują zasady firmowej dyplomacji. Z ich bogatego repertuaru poleciłabym zwłaszcza:
- ustawianie się w roli posłańca przynoszącego dobre wiadomości (np. lepsze wyniki sprzedaży, projekt ukończony przed terminem),
- unikanie informowania o problemach (jeśli tylko jest taka możliwość, należy je samemu rozwiązywać),
- przechodzenie do porządku dziennego nad błędami szefa, nie roztrząsanie ich,
- powstrzymywanie się od podkreślania tych naszych kompetencji, w których przewyższamy szefa (znajomość języków, lepsza uczenia),
- nie prowokowanie szefa do wymiany zdań, zwłaszcza w obecności innych osób.
Każdy szef lubi także, gdy od czasu do czasu zapytamy go o opinię, poprosimy o radę – warto o tym pamiętać. Jeśli nawet dowcip szefa nie należy do najśmieszniejszych, powstrzymajmy się od ironicznych komentarzy. Jeśli już natomiast bezpośrednio chwalimy szefa, to z umiarem i naturalnie – jak rasowy dyplomata. Człowiek inteligentny emocjonalnie potrafi kontrolować własne emocje i rozpoznawać emocje innych osób, dlatego np. nigdy nie poprosi szefa o podwyżkę, gdy boli go głowa.
Zdarzają się oczywiście firmy, w których kariera jest domeną przysłowiowych „wazeliniarzy”. Ma to miejsce przede wszystkim w działach czy organizacjach, którymi zarządzają niekompetentni szefowie. Nie potrafią oni obiektywnie ocenić umiejętności, potencjału i zaangażowania swoich podwładnych, koncentrują się zatem na innych kryteriach, np. na sposobie ubierania się czy umiejętności schlebiania im. W takich firmach karierę zrobi tylko przysłowiowy Jarząbek. Pozostali mogą albo zrezygnować albo razem z nim zgodnym chórem śpiewać: „łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje prezes naszego klubu, niech żyje nam!”
Autor: Joanna Kotzian