Zagante Systems jest niewielką firmą tworzącą specjalistyczne programy dla przemysłu. Podobnie jak w innych firmach z tej branży, przychody Zagante mocno ucierpiały przez ostatnie dwa lata. Przetrwać udało się jedynie dzięki znalezieniu niszy rynkowej.
Zagante dostarcza dużym przedsiębiorstwom wydobywającym ropę naftową jedynych w swoim rodzaju technologii obrazowania geofizycznego. Mimo iż udało się uniknąć plajty, spółka została zmuszona wstrzymać zatrudnianie nowych pracowników, co w praktyce oznaczało zwiększenie obciążenia pracą obecnych zatrudnionych.
Jeremy Hicks jest głównym programistą w firmie Zagante. Pracuje tu już od pięciu lat i dał się poznać jako osoba kreatywna i pełna zapału, która wielokrotnie pomagała rozwiązać problemy, kiedy inni już się poddali. Niedawno się ożenił i urodziło mu się dziecko, jednak jak dotąd Jeremy nie pozwalał, by ten fakt rzutował w jakikolwiek sposób na jego pracę. Wraz z kilkuosobowym zespołem pracuje właśnie nad TerraPix 2.0 - nowym programem do tworzenia map, pozwalającym obejrzeć szczegóły topograficzne w trójwymiarze.
Melanie Smith, kierowniczka działu oprogramowania, wiąże wielkie nadzieje z nowym programem TerraPix. Od jego powodzenia będzie wiele zależało, z jej awansem na dyrektora ds. rozwoju włącznie. Termin wprowadzenia TerraPix na rynek zbliża się nieubłaganie, więc Melanie nie jest bardzo zdziwiona widząc, że niektórzy pracownicy pracują nocami, aby nadrobić zaległości. Ona sama też ma co robić; do środy musi opracować coroczne oceny osiągnięć pracowników i zarekomendować członków swojego zespołu do awansu. Właśnie z powodu zaległej papierkowej roboty Melanie przyszła do pracy w niedzielę późnym popołudniem. Nie miała zamiaru zostawać na noc w biurze, a jedynie opracować kilka raportów. Właśnie zastanawiała się nad obsadzeniem stanowiska kierownika zespołu programistów, gdy o dwudziestej wieczorem pojawił się w pracy Jeremy. Szybko się przywitał, przeszedł do swojego stanowiska i zasiadł do komputera. Melanie była dość zaskoczona jego obecnością, ponieważ jeszcze nigdy nie było potrzeby przychodzić do pracy w weekend, aby nadrabiać zaległości. Ale przecież zbliżał się termin wprowadzenia TerraPix, a Jeremy był jednym z głównych jego autorów i z pewnością zależało mu na sukcesie tego programu. Melanie była pełna podziwu dla jego poświęcenia, tym bardziej, że dopiero co został ojcem i z pewnością miał ochotę pobyć z rodziną. Jeremy był właśnie jedną dwóch osób, które brała pod uwagę na stanowisko kierownika programistów i tak naprawdę to ku niemu się skłaniała. Przed wyjściem z biura postanowiła pożegnać się z Jeremy’m i wesprzeć go psychicznie przed całonocnym ślęczeniem przed ekranem komputera. Jakież było jej zdziwienie, gdy zamiast kodu źródłowego TerraPix na monitorze Jeremy’ego ujrzała przerażające potwory w ponurym labiryncie korytarzy. Jeremy nie pracował nad TerraPix, on pisał grę!
Następnego dnia Melanie umówiła się z Jeremy’m na rozmowę. Spotkali się w restauracji, aby spokojnie omówić sprawę bez niepotrzebnego zwracania na siebie uwagi w firmie. Jak dotąd zawsze była zadowolona z pracy Jeremy’ego i, co więcej, uważała go za swojego przyjaciela. Z tego też powodu, pragnęła rozwiązać problem dorabiania na boku w sposób jak najbardziej bezbolesny. Jeremy przyznał się, że dostał zlecenie od firmy jego szwagra na opracowanie trójwymiarowej gry zręcznościowej, jednak upierał się, że w żaden sposób nie rzutuje to na jego pracę w Zagante. Zapewnił, że nad grą pracuje w swoim wolnym czasie, nocami i w weekendy. Melanie nie mogła jednak do końca zrozumieć przyczyn, dla których Jeremy podjął dodatkową pracę. On twierdził, że po części dla zabawy, ale głównie dla pieniędzy, których zasoby przy małym dziecku topnieją dość szybko. Melanie miała trudny orzech do zgryzienia. Jeremy był zbyt utalentowany, by go zwolnić za dorabianie na boku, ale mimo wszystko wykorzystywał komputery Zagante do pracy nad obcymi projektami, co już wcale jej się nie podobało. Jednak z sympatii i przez wzgląd na dotychczasowe osiągnięcia, Melanie postanowiła nie stawiać sprawy na ostrzu noża i nie informować nikogo o dodatkowej pracy Jeremy’ego, ale zażądała od niego pełnego zaangażowania w pracy nad TerraPix.
Sprawa ta jednak nie dawała Melanie spokoju. Jeszcze tego samego dnia porozmawiała z dyrektorem finansowym Zagante i poprosiła go o niskooprocentowaną pożyczkę dla Jeremy’ego. W ten sposób miała nadzieję rozwiązać problemy finansowe swojego głównego programisty oraz nakłonić go do zrezygnowania z dorabiania na boku i skupienia całej swojej uwagi na pracy w Zagante. Jednak, gdy następnego dnia poinformowała Jeremy’ego o możliwości skorzystania z preferencyjnego kredytu, on obruszył się i ostro stwierdził, że to, co robi w swoim wolnym czasie jest jego prywatną sprawą i nie powinno nikogo interesować.
Jak Melanie powinna rozwiązać kwestię dorabiania na boku przez Jeremy’ego? Czy powinna go zwolnić, czy w ogóle nie reagować i nadal brać go pod uwagę w awansie? Na podstawie Harvard Business Review (11/2002) Komentarz eksperta Melanie popełniła pierwszy błąd próbując rozwiązać ten problem samemu. Jak tylko dowiedziała się o dorabianiu na boku przez Jeremy’ego, powinna się skontaktować z dyrektorem personalnym. On, z kolei, powinien skonsultować się z radcą prawnym, aby ustalić, czy Jeremy nie złamał prawa i przedsięwziąć odpowiednie kroki. Decyzje podjęte przez dyrektora personalnego w porozumieniu z radcą prawnym powinny posłużyć za podstawę w opracowaniu spójnej polityki w podobnych kwestiach, które z pewnością wymagają uregulowania. Firma Zagante musi przede wszystkim ocenić korzyści, jakie dorabianie na boku przynosi Jeremy’emu, a jakie samej spółce. Jeremy’emu dorabianie pozwala osiągnąć większy dochód i zdobyć doświadczenie zawodowe. Jednak z punktu widzenia firmy, ten proceder może poważnie obniżyć wydajność, a co za tym idzie, zyski.
Jednak, pomimo że menedżerowie z niechęcią patrzą, jak ich podwładni dorabiają na boku, to stało się to prawie codziennością w branży usługowej. Zważywszy to, Zagante musi wypracować normę postępowania w takich przypadkach. Dobrym początkiem jest podpatrzenie, jak postępuje konkurencja. Jeśli standardem w branży jest zezwalanie, bądź też nie zakazywanie tego procederu, to Zagante powinno wypracować rozwiązanie pozwalające Jeremy’emu na dalsze dorabianie, które jednocześnie zabezpieczałoby firmę przed niekorzystnymi skutkami wynikającymi z „zajęć dodatkowych”.
Rozsądnym zabezpieczeniem jest uwzględnienie w regulaminie pracy zakazu konkurowania pracowników o klientów firmy oraz wykorzystywania tajemnic, zasobów i kapitału trwałego firmy. Dodatkowo, w regulaminie można zawrzeć zakaz zawierania umów o charakterze umowy o pracę na czas nieokreślony. W ten sposób pracownicy, jak Jeremy, mogą nadal przyjmować zlecenia z zewnątrz, a firma może rozwiązać umowę o pracę, jeśli dorabianie na boku pogarsza wyniki w pracy lub stanowi naruszenie lojalności wobec firmy. Należy pamiętać, że zrównoważone i elastyczne podejście do dorabiania na boku będzie pomoce w zapewnieniu firmie długotrwałej konkurencyjności na rynku pracy.
Na podstawie Harvard Business Review (11/2002)